Hegel H360 test Magazyn HiFi

Jest za to na co popatrzeć po zdjęciu obudowy – gęsto upakowane wnętrze nie pozostawia wątpliwości, że mamy do czynienia z urządzeniem wysokiej klasy. Pierwszy rzuca się w oczy gigantyczny transformator z licznymi wyprowadzeniami. W końcu 250 watów przy ośmiu omach na kanał to nie przelewki. Zarówno rozmiary trafa, pojemność filtrująca kondensatorów (40 tys. mikrofaradów na kanał), wysoki współczynnik tłumienia oraz stabilność zasilania przy znacznych spadkach impedancji sprawiają, że możemy być spokojni o wysterowanie wymagających kolumn.

hegel_h360_magazynhifi

Choć mnogość elementów i kabli może na pierwszy rzut oka sprawiać wrażenie chaosu, to przy bliższej inspekcji okazuje się, że wszystko ma tu swoje przemyślane miejsce, a każdy układ umieszczono na osobnej płytce. I tak, po bokach znalazły się końcówki mocy, w których użyto po pięć par tranzystorów Sankena. Ciepło z nich odprowadzają aluminiowe żebra, stanowiące integralną część obudowy.
Z tyłu, na dwóch symetrycznie położonych laminatach, ulokowano przedwzmacniacz, a nieco niżej – serce systemu, czyli wynaleziony i opatentowany przez inżynierów Hegla system Sound Engine. To właśnie on eliminuje zniekształcenia skrośne, które zwiększają zawartość nieparzystych harmonicznych w sygnale wyjściowym. Połączono w ten sposób największą zaletę wzmacniaczy pracujących w klasie A (brak zniekształceń) z klasą AB (wysoka sprawność). Moduł Sound Engine pozwolił także zrezygnować z zastosowania globalnej pętli sprzężenia zwrotnego.

czytaj cały TEST